Zapada zmrok. Na budynku widnieje mała tabliczka – "Karate tradycyjne".
Zostawiam za sobą neony reklam i zgiełk warszawskiej ulicy. Schodzę po
schodkach w dół. Otwieram drzwi. Portierka, młoda, ładna dziewczyna wita mnie
uśmiechem. To Kasia. Idę do szatni. Kilku chłopaków już przebiera się w
karategi.
Witam się z nimi, zdejmuję ubranie, starannie je składam i układam na półce w
szafce, zakładam karategi i pas obi. Idę
korytarzem w stronę drzwi do dojo.
Otwieram. Staję na progu i składam tradycyjny ukłon.
Na sali jeszcze nikogo nie ma. Deski podłogi są wypolerowane, odbijają
światła. Jedna ściana jest złożona z samych luster. Patrzę na swoje odbicie.
Naprzeciw mnie, na ścianie, wisi kakemono,
z którego przenikliwie patrzy na mnie wizerunek starszego człowieka. To
Gichin Funakoshi. Mistrz.
************************
Okinawa, największa wyspa archipelagu Riukiu, oddalona jest około
tysiąca mil od Tokio. Kiedyś była niezależnym królestwem, ale ze względu na
położenie znajdowała się pod wpływami gospodarczymi i kulturowymi zarówno Chin,
jak i Japonii. W 1609 roku wyspę najechali przedstawiciele japońskiego rodu
Satsuma. Okinawa straciła niezależność, najeźdźcy wprowadzili zakaz posiadania
broni. Pozostawili wprawdzie władcę Okinawy w pałacu, ale pozbawili go wpływu na
rządy. Wtedy zaczęła się rozwijać ze wzmożoną siłą, w ścisłej tajemnicy sztuka
walki gołymi rękami, oparta o wzorce chińskie oraz własne. Była znana później
pod nazwami: to-te lub kara-te.
Ćwiczono ją z dala od ciekawskich oczu: za murami ogrodów, na pustych plażach,
w niedostępnych zakątkach górskich. I tyko nocą.
Mijały lata. Okinawa coraz bardziej asymilowała się z Japonią. Ale
karate było wciąż ćwiczone w ukryciu. W 1868 roku, w królewskim mieście Shuri
(w dawnej stolicy Okinawy), w rodzinie zubożałej szlachty urodził się Gichin Funakoshi.
Dziadek jego był zamożnym, znanym, dostojnym nauczycielem konfucjonizmu, uczył
władcę Okinawy, ale jego
ojciec, Gisu, roztrwonił majątek rodzinny na alkohol i hazard. Mały Gichin dorastał w
okresie szybko zachodzących reform okresu Meiji, które niosły ze sobą likwidację klasy
samurajów i wprowadzenie rozmaitych zakazów z tym związanych m.in. zakaz
noszenia mieczy, węzła włosów chonmage. Młody Gichin był co prawda wychowywany
w rodzinie o konserwatywnych poglądach, ale nie zaprzątał sobie głowy polityką. Jego
najlepszym szkolnym kolegą został syn barczystego uczonego o wyjątkowych
talentach, a przy tym mistrza karate, kendo i kyudo - Yasutsune Azato
(1828-1906), pod którego
okiem w wieku 11 lat Gichin Funakoshi rozpoczął
treningi karate. Ze względu na zakaz uprawiania karate i tradycję, treningi
odbywały się w specyficznej scenerii, a mianowicie nocą, w ogrodzie Azato. Mistrz okazał
się bezlitosny – niewysoki
chłopiec ćwiczył kata do upadłego. Azato często powtarzał chłopcu:
"W walce zamień swoje ręce i nogi w miecze. Sekret zwycięstwa polega na poznaniu siebie i
przeciwnika poprzez dokładną obserwację i staranne przygotowanie". Gichin był bardzo
pilnym uczniem, a nauczyciel dbał o jego wszechstronny rozwój. Azato polecił
młodego adepta także innym mistrzom karate – w tym czasie nauczycielami Gichina byli
również: Taitei Kinjo (1837-1917) oraz bliski znajomy Azato, Yasutsune Itosu
(1031-1916). Taitei był krótko nauczycielem Gichina ze względu na swój
charakter - był gburowatym, silnym mężczyzną i trudne były z nim lekcje, ale
jednym ciosem potrafił zabić wołu i dlatego zwany był "Żelazną Pięścią". Za to
Itosu był z rodu znanej, zacnej szlachty, spokojny, niezwykle silny. Mistrz
Itosu miał oryginalne przyzwyczajenia, np. trenował nieraz samotnie, nocą,
często na królewskim cmentarzu, doskonaląc uderzenia na kamiennym murze.
Itosu okazał się dla młodego Gichina ogromnym
źródł
wiedzy - trenował przez 10 lat kata.
W tym też czasie chłopiec przez krótki czas ćwiczył również u nauczyciela
mistrzów (zarówno Itosu jak i Azato), słynnego Sokona Matsumury (1809-1901),
zwanego nie bez przyczyny "Musashim Okinawy". Matsumura służył na dworze
królewskim jako dowódca straży przybocznej i nauczyciel sztuk walki. Wcześniej
w Chinach, w prowincji Fuchu, uczył się wiele lat chińskiego boksu, a jako
wysłannik królewski poznał sztukę władania mieczem w samej Satsumie, według
szkoły tego właśnie rodu.
Funakoshi trenował również i u innych
Mistrzów karate z Okinawy, w tym u najznakomitszego w tamtych czasach Kanryo
"Toonno" Higaonny (1853-1917). Higaonna spędził również młodość w Chinach,
trenując boks chiński, a do treningu karate, obok nowych technik, wprowadził
niezwykłe na owe czasy nowości – ciężarki i worki treningowe.
Wciąż doskonaląc swoją sztukę karate, Funakoshi rozpoczął naukę
w Tokijskim
Kolegium Medycznym, ale z powodu konserwatywnych poglądów rodziców, którzy
m.in. nie pozwalali mu ściąć węzła włosów, szybko musiał powrócić na Okinawę.
Tam ściął włosy i objął posadę nauczyciela w szkole. Przez cały czas uporczywie
kontynuował treningi.
************************
Jesteśmy już wszyscy zgromadzeni na sali. Sempai
Marcin rozpoczyna rozgrzewkę. Po kilku minutach do dojo wchodzi nasz Sensei.
Marcin przerywa rozgrzewkę, kłaniamy się wszyscy Sensei z szacunkiem. Sensei
oddaje nam ukłon. Teraz Marcin zarządza zbiórkę. Stajemy w jedym, równym
rzędzie, zgodnie z hierarchią stopni (kolorów pasów) i wieku. Sensei siada
naprzeciw nas. Marcin wydaje gardłowym głosem komendę "seiza".
Siadamy "po japońsku", na piętach. Padła kolejna komenda "mokuso".
Zalega całkowita cisza. Przymykamy oczy. Dziś jakoś nie mogę się skupić,
zebrać myśli. Wciąż mam przed oczyma twarz z kakemono, twarz Mistrza Funakoshiego...
************************
Oprócz systematycznych treningów Gichin Funakoshi uporczywie
pracował również w inny sposób nad swoim ciałem. Do wyczerpania uderzał,
ćwicząc kihon, w makiwarę w czasie tajfunów potrafił wejść na dach domu,
stanąć w pozycji kiba dachi,
i stać niewzruszenie, nieczuły na potężne uderzenia wiatru. Podnosił ciężary,
chodził także w żelaznych sandałach, aby wzmocnić nogi. Treningiem była również
daleka droga do pracy oraz wieczorem do dojo. Miał teraz kilku swoich uczniów, którym
przekazywał wiedzę o karate. Nigdy tylko nie nauczył się pływać, chociaż
przecież był wyspiarzem...
Wkrótce w jego życiu pojawiła się miłość. Żona dobrze go rozumiała,
sama pod wpływem Gichina trenowała karate, osiągając bardzo wysoki poziom, o czym świadczy
fakt, że potrafiła skutecznie zastąpić męża na treningu uczniów, kiedy on sam
nie mógł go z jakichś przyczyn prowadzić.
W ciągu kilku lat rodzina Gichina się znacznie powiększyła – urodziło mu się
trzech synów i córeczka. Razem z rodzicami i dziadkami tworzyli dziesięcioosobową
społeczność. Nie było łatwo z pensji szkolnego nauczyciela związać koniec z
końcem – żona zajęła się uprawą i sprzedażą warzyw oraz farbowaniem odzieży.
W tym czasie Gichin w wielu wypadkach wykazał się niezwykłą przytomnością umysłu, inteligencją i
spokojem. Coraz częściej sąsiedzi, a potem i nieznajomi,
prosili go o rozsądzanie
ich sporów. Funakoshi zyskiwał autorytet nie tylko za sprawą mistrzostwa w
sztuce walki, ale także z uwagi na zalety umysłu i osobowość. Pisał też
wiersze, używając pseudonimu Shoto.
Czasy na Okinawie zmieniały się. Nowoczesne reformy wdrożone w Japonii
dotarły także na wyspę. Karate mogło już wyjść z ukrycia i wkrótce stało się
sławne także poza granicami Okinawy. W 1892r. Mistrz Itosu wraz ze swoimi
uczniami dali na Okinawie pierwszy publiczny pokaz karate. Od tego czasu pokazy
stały się popularne i coraz częstsze. W 1901r. Gichin Funakoshi dał pokaz
karate dla Shintaro Ogawy, pełnomocnika rządu Japonii na Okinawie ds. edukacji.
Urzeczony tym, co zobaczył, Ogawa wprowadził nauczanie karate w szkołach na
Okinawie jako obowiązkowy element wychowania fizycznego. Karate zwróciło także
uwagę wojskowych japońskich, choćby za sprawą Kentsu Yabu, bohatera wojny
chińsko-japońskiej, który dzięki znajomości tej sztuki walki potrafił utrzymać
straconą pozycję i odeprzeć ataki przeważających sił wroga. Nic więc dziwnego,
że w 1917 roku poproszono Funakoshiego, aby dał pierwszy oficjalny pokaz karate
w Kioto, w największej hali sportów walki,
zwanej Butokuden. Był to jeden z dwóch punktów
zwrotnych w życiu Funakoshiego i w historii karate – drugim był pokaz karate w
1921 roku na Okinawie dla wracającego z podróży po Europie księcia Hirohito.
Książę był pod głębokim, pozytywnym wrażeniem tego, co zobaczył.
Skutkiem tego Funakoshi w 1921 roku zrezygnował z posady szkolnego
nauczyciela i poświęcił się krzewieniu karate w Japonii.
************************
Mija pierwsza godzina treningu. Jestem już trochę zmęczony, ale to
dobrze – rozgrzane, rozciągnięte ciało jest przygotowane do treningu kata.
Wszystkie kata zaczynają się i kończą blokiem, co przypomina zasadę
Funakoshiego -
"karate nigdy nie uderza pierwsze".
Dzisiaj będziemy ćwiczyć kata pod nazwą Bassai Dai, co oznacza
zdobywanie twierdzy. Kata zaczyna się tak, jakbym przebijał się ciosem obu rąk
przez drzwi. Wpadam do środka twierdzy. Jestem atakowany z każdej strony.
Wyobraźnia pracuje – wąski korytarz, zewsząd wysypują się przeciwnicy... Bloki,
ciosy i naprzód - odpieram
ataki wyimaginowanych wrogów. Teraz mam więcej miejsca (może dotarłem
na dziedziniec?) – posuwam się powoli do przodu. Zwrot w tył, blok i atak. I
znów. Mocne ciosy. Kiai. Kończę. "Yame" – dobiega
do mnie komenda wydana przez Sensei. Moja jaźń wraca do dojo, tu i teraz.
Przyjmuję właściwą postawę i składam z szacunkiem ukłon. Sensei mówi, że Bassai
Dai jest jednym z ulubionych kata jego nauczyciela, aktualnego szefa ITKF
czyli Hidetaki Nishiyamy, a może było też samego Gichina Funakoshiego, kto
wie... Mistrz Funakoshi zwykł mawiać, że aby w miarę dobrze wykonać konkretne
kata, trzeba je ćwiczyć po kilkadziesiąt razy codziennie, przez co najmniej
trzy lata... Spoglądam na kakemono wiszące na ścianie. Wydaje mi się, że Gichin surowo patrzy
wprost na mnie.
Sensei daje znak. Staje przed nami. Ukłon. I zaczynamy znów Bassai Dai.
Z pełnym zaangażowaniem, do utraty tchu i sił. A potem jeszcze raz, i jeszcze,
i jeszcze... gi jest całe mokre od potu... Wiem, że potem, kiedy już po
treningu wrócę do domu, w zaciszu pokoju będę ćwiczył dalej... i jeszcze raz, i
jeszcze, i jeszcze...
************************
W 1922 roku pod egidą japońskiego Ministerstwa Edukacji zorganizowano
Narodowy Pokaz Sportowy w Tokio. Funakoshi reprezentował i zaprezentował karate
- starannie przygotował swój pokaz i odniósł sukces – sam Jigoro Kano,
późniejszy twórca judo, zaproponował Gichinowi prowadzenie treningów w "Mekce" jujitsu, czyli
Kodokanie.
W tym czasie Funakoshi postanowił osiedlić się na stałe w Tokio. Posłał
po żonę, ale ona odmówiła wyjazdu z Okinawy. Podejmując tą decyzję napisał
wiersz:
"O karate, ze wszystkich sztuk na Morzach Południowych najbardziej
doskonałe!
Żal bierze, gdy prawdziwa wiedza przekazywana jest niedbale.
Czy cześć należną karate odważy się przywrócić ktoś?
Z sercem niezachwianym, z twarzą zwrócona w niebo ślubuję uczynić to.
Od tego czasu Funakoshi realizował z poświęceniem to zadanie. Ten
skromny człowiek mieszkał w malutkim, po spartańsku urządzonym pokoiku. W 1923
roku wydał pierwszą swoją książkę "Riukiu Kempo-Karate". Uczył w różnych miejscach,
m.in. w dojo
Hakudo Nakayamy (1874-1958) największego ówczesnego mistrza kendo, który
łaskawie mu je udostępniał. W 1924 roku przyjechał do niego najstarszy syn
Gigo, doskonały karateka i Gichin już nie czuł się taki samotny. Dzięki wysiłkom
Funakoshiego, kolejne dojo karate powstawały przy wyższych uczelniach.
Funakoshi wydawał doskonałe podręczniki do karate, usystematyzował system
stopni, kata, wprowadził pojęcie "Do" oznaczające drogę karate pozbawioną
złych, egoistycznych myśli. Wszyscy znaczący wtedy mistrzowie karate pobierali
nauki u Gichina. Na przykład Masutatsu Oyama (1923-1994), twórca stylu kyokushin, o
naukach Mistrza Gichina, które pobierał, powiedział: "Mistrz Funakoshi wskazał mi właściwą
drogę i ukazał mi prawdziwe znaczenie karate".
W 1936 roku otworzył wreszcie własne dojo. Uczniowie nazwali je
"Shotokan". Shoto było pseudonimem Gichina, pod którym pisał wiersze i oznaczało dosłownie
"Sosnowe Fale". Mistrz Gichin i syn, młody Mistrz Gigo, prowadzili tam razem treningi. Gigo zapowiadał się
na jednego z największych karateków w historii – był wysoki, silny, makiwary
roztrzaskiwał w drzazgi, prezentował nadzwyczajne umiejętności techniczne.
Chorował jednak na gruźlicę. Zmarł przedwcześnie w 1945 roku, złożony chorobą,
przygnębiony powojenną biedą i przegraną Japonii w II wojnie światowej
Gichin bronił się przed nazywaniem jego stylu shotokan-ryu. Mawiał, że
karate jest jedno.
Funakoshi był tytanem pracy. Nacisk kładł na kata. W walce wyznawał
zasadę, że jeden cios powinien ją rozstrzygnąć (tzw. cios kończący – ikken
hisatsu).
W okresie przedwojennym, w nastawionej
militarystycznie Japonii, popularność karate
rosła. Shoto szkolił wysyłanych na front młodych mężczyzn w walce wręcz. A potem też i
kobiety, które miały walczyć z Amerykanami na przedmieściach Tokio...
Nadszedł rok 1945. Podczas jednego z amerykańskich nalotów dojo
Shotokan zmieniło się w pył. Większość uczniów zginęła. Z pogromu Okinawy,
podczas którego
straciło życie wielu mieszkańców, a w tym doskonałych karateków, udało się
ocaleć żonie Gichina. Oboje państwo Funakoshi schronili się w Oita, na wyspie Kiusiu, gdzie żyli w
skrajnej nędzy. Wtedy zmarł Gigo, a w 1947 roku również i żona Gichina. Samotny i
biedny powrócił do Tokio i zamieszkał z synem Yoshihide, który jednak był
człowiekiem lekkomyślnym, wpadł w złe towarzystwo i ciągle zasmucał ojca swoim
postępowaniem. Pomimo to Funakoshi odbudował dojo Shotokan i w 1947 roku
założył Japoński Związek Karate. Funakoshi znów poświęcił się całkowicie
treningom. W latach pięćdziesiątych XX w. za sprawą żołnierzy stacjonujących w Japonii
zainteresowanie karate wzrosło wśród obcokrajowców. W 1953 roku,
osiemdziesięcioletni Funakoshi odbył podróż wraz ze swoimi najlepszymi uczniami
do amerykańskich baz SAC, nauczając karate.
************************
Dobiega koniec treningu. Ciało jest zmęczone. Ostatnia wymiana
sparingowych ciosów w treningowym kumite z partnerem. Sensei wydaje komendę
"Yame!". Zbiórka. Ustawiamy się w szeregu. "Seiza!". Siadamy. Naprzeciw nas
siada Sensei. Patrzy na nasze twarze. Potem odwraca się na chwilę w stronę
wizerunku Mistrza Funakoshi. Mówi wolno, gardłowym głosem:
"Żeby zrozumieć, jak Mistrz Funakoshi widział karate, opowiem Wam
historię, która wydarzyła
się niedługo po wojnie. Do Mistrza zwrócił się oficer
amerykański z prośbą, żeby zorganizował pokaz karate. Funakoshi odpowiedział:
"Zrobię to z najwyższą przyjemnością, ale najpierw musi pan pisemnie
przedstawić swoją prośbę i zgodzić się na to, aby podczas pokazu mieć na sobie
swój wojskowy mundur. Oczywiście ja również wystąpię w swoim tradycyjnym
stroju". W ten sposób Mistrz Funakoshi podkreślił, że karate to nie show, to
prawdziwa sztuka.
A teraz powtórzcie zasady dojo, które Mistrz Funakoshi starał się wpoić
swoim uczniom!".
- Hitotsu! Jinkaku kansei ni
tsutomuru koto! (1. Dążyć do doskonałości charakteru.)
powtarzana przy każdej zasadzie "1." symbolizuje myśl, że każda zasada jest jednakowo
ważna
- Hitotsu! Makoto no michi o mamoru
koto! (1. Bronić ścieżek prawdy.)
- Hitotsu! Doryoko no seishin o
yashinau koto! (1. Krzewić ducha wysiłku.)
- Hitotsu! Reigi o omonzuru koto! (1. Szanować zasady etykiety.)
- Hitotsu! Kekki no yu o imashimuru
koto! (1. Strzec się porywczej odwagi.)
Rozległ się w dojo jeden głos z
kilkunastu gardeł. W tym – z mojego.
************************
Mistrz Gichin Funakoshi zmarł w 1957 roku.
Całym życiem uosabiał wartości swojego karate – odwagę, uprzejmość, uczciwość,
pokorę, samokontrolę i skromność.
************************
Przebrałem się. Wychodzę z szatni.
Mijam Kasię. Uśmiechamy się do siebie. Kilka schodków do góry i wychodzę na
warszawską ulicę. Wieczór. Gwar głosów, stukot kół: przejeżdża tramwaj. Mijam
osoby stojące na przystanku autobusowym. Usiłuję przypomnieć sobie, jaki tytuł
nosi autobiograficzna książka Gichina Funakoshi, którą Mistrz napisał pod koniec życia... Tak, pamiętam.
"Karate do – moje życie".
"Karate do... moje życie też,
Mistrzu..." – myślę i uśmiecham się z wdzięcznością i szacunkiem do srebrnego
owalu księżyca, królującego nad dachami budynków.
"O karate, ze wszystkich sztuk na
Morzach Południowych najbardziej doskonałe!..."
Paweł
Fakty biograficzne z
życia Mistrza Gichina Funakoshi zaczerpnąłem głównie z książek:
Gichin Funakoshi "Karate Do – moje życie" – Diamond
Books, Bydgoszcz, 2002
John Stevens "Trzej Mistrzowie Budo", Diamond Books, Bygdoszcz, 2001
Objaśnienia:
karategi - strój do ćwiczeń
obi - pas
dojo - sala
kakemono - tym przypadku zwój z wizerunkiem Mistrza
kara-te - "kara" początkowo był to znak na chinską dynastie Tang, obecnie na "pusty",
te - reka; dawniej "chińska ręka" potem,
z uwagi na jednakowe brzmienie, zmieniono ideogramy i obecnie karate to "pusta ręka"
kata - układ
ćwiczeń z wyimaginowanymi przeciwnikami, zawierający kolejne układy bloków i
ataków, służący doskonaleniu sztuki walki
sempai - starszy uczeń
sensei - nauczyciel, mistrz
seiza - tradycyjny japoński sposób siedzenia, na piętach, na podłodze
mokuso - skupienie, medytacja
kihon - podstawowe techniki
makiwara - przyrząd do ćwiczeń
karate, deska wkopana w ziemię, obwiązana sznurami do trenigu uderzeń rąk i
nóg
kiba dachi - postawa w karate
kiai - okrzyk bojowy
w karate wydawany w celu spotęgowania siły ciosu lub bloku,
zjednoczenia całego siebie w wykonywanej technice
yame - w tym wypadku komenda: koniec, przerwać, dość
ITKF - skrót od: International Traditional Karate Federation
|